Współczesna sytuacja polskiej służby zdrowia – mówiąc eufemistycznie – nie należy do najlepszych. Stali bywalcy gabinetów i przychodni lekarskich mogliby długo opowiadać o swoich perypetiach i perturbacjach ze służbą zdrowia. Cóż, najwyraźniej nasze zdrowie niewiele obchodzi polityków. Co dziwne i zaskakujące, ta patowa sytuacja w niewielkim stopniu wpłynęła na popularność studiów medycznych. Wciąż nie brakuje chętnych do wykonywania tego niełatwego przecież i nie zawsze przyjemnego zawodu. Lekarz w państwowej służbie zdrowia wcale nie ma tak lekko jak nam się wydaje. Z jednej strony poddany jest presji swoich zwierzchników, którzy oczekują od niego, że będzie sprawiał cuda i uzdrawiał ludzi bez wykorzystywania środków finansowych. Z drugiej strony natomiast lekarz zdaje sobie sprawę, że jego pacjent to osoba dość oczytana i posiadająca orientację – przynajmniej ogólną – z zakresu swojej choroby. Trudno zatem odwieźć go od wykonania jakiegoś kosztownego badania. Jak więc widać sytuacja współczesnego polskiego lekarza w państwowej służbie zdrowia stawia go między młotem a kowadłem. Niczym w greckiej tragedii każda decyzja będzie dla którejś strony niekorzystna. Nadrzędne dobro pacjenta przestało się liczyć już jakiś czas temu. Mimo tej wyjątkowo niekorzystnej sytuacji, studenci medycyny nie tracą optymizmu. Rzadko wiążą swoją zawodową przyszłość z państwową służbą zdrowia, w większości myślą o rozpoczęciu prywatnej praktyki bądź rozważają możliwość zawodowej działalności poza granicami naszego kraju. Ta ostatnia ewentualność jest dla nas wyjątkowo niekorzystna. Zła kondycja służby zdrowia sprawia, że systematycznie i skutecznie ubywa nam bardzo dobrych specjalistów. Już dziś stoimy w obliczu konieczności korzystania z usług prywatnych gabinetów lekarskich, gdyż państwowe świadczenia medyczne nie spełniają naszych oczekiwań. Przyszłość maluje się pod tym względem w wyjątkowo ciemnych barwach – może bowiem dojść do sytuacji, w której nawet w prywatnych gabinetach będzie brakowało naprawdę dobrych specjalistów.

