Jakość usług świadczonych przez państwową służbę zdrowia skazuje nas na konieczność korzystania ze świadczeń prywatnych gabinetów lekarskich. Dlaczego? Cóż, różnica w zainteresowaniu medycznym przypadkiem lekarza z przychodni lub szpitala i lekarza z prywatnego gabinetu jest kolosalna. Pacjenci szpitali często wspominają, że lekarz prowadzący czasami nie zaszczycił ich nawet spojrzeniem, o rozmowie nie wspominając. Ten sam lekarz przechodzi prawdziwe przeobrażenie w swoim prywatnym gabinecie. Tam bowiem pracuje na swój byt, swoje nazwisko i swoją pozycję zawodową. Korzystając z usług państwowej służby zdrowia, nie możemy liczyć na kompleksową obsługę lekarską i pielęgniarską. Dla osób, które nie mają doświadczenia szpitalnego, sporym zaskoczeniem może być lista zakupów, z jaką z pewnością spotkają się już w drzwiach sali szpitalnej. Począwszy od środków higieny osobistej, na materiałach medycznych – takich jak strzykawki – kończąc, pacjent winien zakupić na własną rękę. W przypadku poważniejszych schorzeń bywa, że specjalistyczne badania wykonuje się po bardzo długim czasie oczekiwania. Oczywiście jedynym wyjściem jest wykonanie tego samego badania w prywatnym gabinecie, co pociąga za sobą koszty przekraczające często możliwości finansowe pacjentów. Państwowa służba zdrowia jest więc „służbą” tylko z nazwy. W istocie coraz bardziej przypomina sprywatyzowaną formę opieki medycznej, z tym, że z pewnymi trudnościami. Gdyby bowiem zasady określone były precyzyjnie, nie jeden pacjent od razu zdecydowałby się na leczenie w prywatnych gabinetach i klinikach. Realia skazują jednak często osoby wymagające natychmiastowej opieki medycznej na tułaczkę po szpitalach, by w efekcie i tak trafić na tak zwane leczenie prywatne. Rzecz jak zwykle dotyczy kwestii finansowych, a traci na niej pacjent, którego dobro powinno leżeć u podstaw wszelkich działań w tej dziedzinie. Wydaje się więc, że coś w naszej służbie zdrowia stoi na głowie – albo to nie jest służba, albo nie leczy ludzkiego zdrowia.

