Jak daleko wstecz sięga historia medycyny i szpitali, tak daleko sięga też konflikt na linii lekarze – pielęgniarki. Choć wydawałoby się, że są to zawody pokrewne, które – dla dobra pacjenta – winny ściśle ze sobą współpracować, sytuacja daleka jest jednak od ideału. Między lekarzami a pielęgniarkami toczy się zacięta walka. Lekarze często traktują pielęgniarki nie jak partnerki, z którymi mogą działać ramię w ramię na rzecz dobra nadrzędnego – dobra pacjenta, ale patrzą na nie z góry. Uważają swoje współpracownice za „chłopców na posyłki”, którymi często – korzystając z ich wiedzy i doświadczenia – wysługują się w swojej pracy. Na porządku dziennym są sytuacje, w których lekarze złośliwymi komentarzami podważają autorytet zawodowy pielęgniarek przy łóżku pacjenta. Obydwa odłamy służby zdrowia zamiast się wzajemnie wspierać i uzupełniać, próbują dowodzić kto jest ważniejszy. Ta swoista walka odbija się negatywnie na pacjencie. Oczywiści pielęgniarki wcale nie pozostają bierne w tej „walce”. Odpłacają się lekarzom pięknym za nadobne. Racja jak zwykle w takich sytuacjach leży pośrodku. Lekarze powinni więcej uwagi poświęcać pacjentom i więcej czasu spędzać przy ich łóżkach. Nie powinny mieć miejsca sytuacje, w których – na przykład na nocnym dyżurze w szpitalu – lekarz życzy sobie, aby pod żadnym pozorem nie zakłócano jego spokoju, a pielęgniarki są wówczas skazane na własną wiedzę i doświadczenie. Wykonują podwójna pracę – swoją i lekarza, przejmując tym samym na siebie zdecydowanie zbyt dużą odpowiedzialność. Pocieszający jest fakt, że coraz częściej zdarzają się sytuacje, w których lekarze i pielęgniarki współpracują, zamiast wyłącznie dbać o swój wizerunek. Wszak działają na wspólnym froncie – ich zadaniem jest dbać o dobro pacjenta. Pozostaje wierzyć, że takie sytuacje staną się codziennością, a nie wyjątkami, o których trzeba mówić jako o ciekawostkach. Miejmy nadzieję, że obydwie grupy zaczną właściwie rozumieć i postrzegać swoje funkcje, co zaowocuje obustronną satysfakcją.

